poniedziałek, 25 listopada 2013

Tonujący krem z filtrem - BIODERMA, Photoderm AR SPF 50+/UVA 33


Każdy poważniejszy zakup kosmetyczny (a większość za takie uważam!) zaczynam od przewrócenia do góry nogami całego internetu w poszukiwaniu opinii na temat danego produktu. Czy ma szanse sprawdzić się na mojej cerze? Czy to co jest napisane na opakowaniu ma swoje odzwierciedlenie w rzeczywistości? Czy faktycznie tego potrzebuję? Dlatego dzisiaj, rozpoczynając swój wkład w kosmetyczny chaos internetowy, chciałabym opowiedzieć jak spisuje się u mnie krem z filtrem Bioderma, Photoderm AR SPF 50+, który stosuję już od około miesiąca.


Na wstępie informuję, że nie używałam pełnowymiarowego produktu. Dlaczego? Już wyjaśniam. W drogerii, np. Superpharm za 30 ml kremu zapłacimy około 60 zł. Teoretycznie przy oszczędnym używaniu powinien nam wystarczyć na 30 dni (1 ml na twarz dziennie, pomijam reaplikacje). Ale filtr trzeba nakładać na bogato i czasem nie raz, nie dwa w ciągu dnia. Natomiast na allegro, za 15 próbek po 5 ml, co daje łącznie 75 ml kremu, zapłaciłam 37,50 zł. Przesyłki nie liczę, bo przyjaciółka odebrała mi ją osobiście w Warszawie. Taka ilość w wersji minimalistycznej wystarcza na ponad dwa miesiące. Widać różnice? Student musi sobie radzić ;).
Gdy pierwszy raz dostałam od pani w aptece próbkę byłam nim zachwycona. Przede wszystkim tym, że nie bielił, zatem komentarze babci „weź się dziecko opal” mogłam zostawić na jakiś czas za sobą.
Przejdźmy jednak do rzeczy.
(KLIK opinie dziewczyn z WIZAŻu)




OPAKOWANIE

Opakowanie wygląda całkiem zwyczajnie. Mała tubeczka o pojemności 5 ml. O tyle dobrze, że nie jest w kartoniku, który raz otworzony brudzi wszystko dookoła. Tak jak pisałam wyżej, o pełnowymiarowym produkcie się nie mogę wypowiedzieć.



CO OBIECUJE PRODUCENT?

Tutaj możecie zobaczyć opis producenta i jak w rzeczywistości wgląda krem. KLIK
Filtr jest przeznaczony dla cery naczynkowej i wrażliwej. Nie tylko ze względu na obiecywaną redukcję rumienia, ale także jego tonujący charakter. Jest to krem, który nie jest biały jak wiele innych filtrów, ale lekko zabarwiony, na kolor beżowy. I właśnie dlatego się nim zainteresowałam, pomimo że nie mam cery naczynkowej, a ze skłonnością do trądziku.

SKŁAD

Ufając, że skład próbki jest identyczny jak pełnowymiarowego opakowania, poniżej to czym będziemy się smarować.

AQUA/WATER/EAU, DICAPRYLYL CARBONATE (emolient poprawiający stabilność emulsji z filtrami chemicznymi i fizycznymi), OCTOCRYLENE (filtr chemiczny, anty-UVB), DIPROPYLENE GLYCOL, METHYLENE BIS-BENZOTRIAZOLYL TETRAMETHYLBUTYLPHENOL (Parsol 1789, anty-UVB i anty-UVA), BUTYL METHOXYDIBENZOYLMETHANE (Tinosorb M, anty-UVB i anty-UVA), CYCLOPENTASILOXANE (lotny silikon, pośrednio nawilża i dzięki niemu lepiej rozprowadza się kosmetyk), BIS-ETHYLHEXYLOXYPHENOL METHOXYPHENYL TRIAZINE (Tinosorb S, anty-UVA i anty-UVB), HYDROXYPROPYL DIMETHICONE BEHENATE (składnik okluzyjny, zabezpiecza przed utratą wody, w kosmetykach kolorowych zapewnia matowe wykończenie), POTASSIUM CETYL PHOSPHATE, GLYCERYL STEARATE, PEG-100 STEARATE, GLYCYRRHETINIC ACID (obiecany enoksolon łagodzący podrażnienia), GINKGO BILOBA LEAF EXTRACT (ekstrakt z Liści Miłorzębu Japońskiego), TOCOPHERYL ACETATE (octan tokoferylu, czyli pochodna wit. E, będącej antyutleniaczem, ale w tej formie, najmniej skuteczna), ECTOIN (ektoina), MANNITOL (działanie bakteriostatyczne, nawilża, reguluję pracę gruczołów łojowych), XYLITOL (humektant), RHAMNOSE, FRUCTOOLIGOSACCHARIDES, LAMINARIA OCHROLEUCA EXTRACT (ekstrakt z alg Laminaria Ochroleuca, działanie ochronne na skóre, nawżające,  regenerujące, przeciwstarzeniowe, zmniejsza zniszczenia spowodowane działaniem UV), GLYCINE SOJA (SOYBEAN) GERM EXTRACT, PROPYLENE GLYCOL (humektant), DECYL GLUCOSIDE (emulgator), SILICA, HYDROGENATED VEGETABLE OIL (uwodniony olej roślinny), AMMONIUM ACRYLOYLDIMETHYLTAURATE/VP COPOLYMER, XANTHAN GUM, CITRIC ACID, TRILINOLEIN, TRILINOLENIN, TRIOLEIN, TRIPALMITIN, CAPRYLIC/ CAPRIC TRIGLYCERIDE, TRISTEARIN, IRON OXIDES (CI 77492), IRON OXIDES (CI 77491), IRON OXIDES (CI 77499), TITANIUM DIOXIDE (CI 77891), DISODIUM EDTA, PHENOXYETHANOL, CHLORPHENESIN.

Co z tego wynika? Nie będę się wymądrzać, a skądże! Jako że głównie zależy mi na ochronie przeciw UVA, widząc cztery filtry chemiczne, wierzę, że otrzymuję obiecaną ochronę przeciwsłoneczną. 
W składzie mamy parę ekstraktów, humektantów i substancji okluzyjnych. Wnioskuję, że skóry nie przesuszy. Gdy zauważyłam MANNITOL najpierw zapaliła się lampka w głowie i pojawił się nad nią dymek "stosuje się przeciwobrzękowo przy wzroście ciśnienia śródczaszkowego! ha!", po czym dotarło do mnie to, że w kremie jest jednak substancją działającą miejscowo i na mózg nie pomoże. Taaa. Brawo geniuszu.

Mamy kremik. Z grubsza (hmmm, w zasadzie bardzo z grubsza) i amatorsko przeanalizowany skład. Widzimy, że ma w sobie stabilne filtry. Co dalej?
Ci którzy mieli już styczność z kremami zawierającymi wysoką ochronę przeciwsłoneczną wiedzą, że przygoda z ich stosowaniem wcale nie jest przyjemna. A bo trzeba nakładać minimum 1ml fitra na samą twarz. Buzia się świeci. Buzia jest biała. A efekty nie są zauważalne od razu, bo to profilaktyka. Po pierwszym użyciu się odechciewa, zmarszczek przecież jeszcze nie ma. Jak starość nadejdzie to zaczniemy się martwić. 
Niestety wtedy już zmian nie cofniemy. Dlatego zanim opowiem o funkcjonalności kremu zaznaczam, że w jego używaniu najważniejsza jest SYSTEMATYCZNOŚĆ. Czy to słońce, czy to deszcz, krem z filtrem nanoś, jeśli zmarszczek nie chcesz! :D

MOJE WRAŻENIA 

Gdy wyciskamy krem na palec od razu można zobaczyć, że coś jest z nim nie tak. Przynajmniej ja tak miałam. Okej, ma kolor, bo na opakowaniu jest „zabarwiona kropka”, więc musi być, ale wygląda jak… mus? Gołym okiem widać małe drobinki, jakby krem się zważył albo barwnik oddzielił od reszty substancji. Czy to oznacza, że krem jest wadliwy? Nie. On po prostu taki jest. Nakładając go na buzię trzeba rozprowadzić go bardzo dokładnie, aby nie zostawić smug. 

Po lewej: od razu po roztarciu kremu, po prawej krem po wchłonięciu się

Filtr wylądował na buzi i co? Tak! Z lusterka patrzy na mnie lekko przyciemniona, błyszcząca Ja! W moim przypadku nie mogę tego tak zostawić i pudruję twarz primerem Prelude Matte (KLIK) z kolorówki. Wtedy mogę wyjść do ludzi. Ale zaznaczam, że po 5-6 godzinach (zależnie od aktywności danego dnia czy nadprodukcji gruczołów łojowych wprost proporcjonalnej do ilości ludzi i braku klimatyzacji w porannym autobusie) błysk wychodzi na wierzch. Za wyjątkiem pudru, korektora pod oczy i odrobiny różu, nie stosuję nic więcej. Parę razy próbowałam nałożyć na niego jeszcze podkład (Revlon ColorStay) i nie ma z tym problemu, ale uważam, że mija się to z celem, chyba, że go wklepujemy, a nie rozcieramy pozbywając się przy tym ochrony przeciwsłonecznej.
Stosuję także pod oczy i na powieki. Jeśli pozostanie na swoim miejscu, nie dzieje się nic złego. Nie piecze. Nie podrażnia. Natomiast gdy dostanie się do oczu – u mnie rozmazanie makijażu gwarantowane, bo łzy ciekną same, a oko mocno szczypie i jest widocznie podrażnione.

Jestem bardzo zadowolona z tego kremu, dlatego, że od jakiegoś czasu chciałam mieć filtr, który ma lekki kolor i zastąpi konieczność używania podkładu. Inne do tej pory były zbyt ciemne. Ten jasny beż i tak lekko przyciemnia moją twarz, ale jest to efekt bardzo naturalny. Po prostu wyrównuje koloryt buzi i dla mnie spełnia rolę makijażu. Aczkolwiek wątpię, żeby zakamuflował mocny rumień (moich trądzikowych stanów zapalnych nie ukrywa).
Odkąd go stosuję nie zauważyłam żadnych nowych przebarwień. Jednak używam go teraz, w okresie jesienno-zimowym, w lecie wybierałam emulsję matującą Vichy.  
Poza tym na dzień smaruję się Effeclar K z La Roche Posay i filtr Biodermy świetnie się na nim rozprowadza, a przede wszystkim się nie roluje (a tak jest w przypadku Vichy).

W SKRÓCIE

Jeśli macie jasną cerę i potrzebujecie filtra, który nie będzie bielił twarzy, który wpisuje się w "kodeks przeciwzmarszczkowej profilaktyki" i nie straszny jest Wam błysk (który zresztą łatwo można zmatowić), to jest to produkt dla Was.

P.S. Yaay! Wiedziałam, że prędzej czy później do tego dojdzie. Przyszedł czas i na mnie. Witam więc na moim blogu kosmetyczno-pielęgnacyjno-niewiadomojeszczejakim i mam nadzieję, że informacje tu zawarte będą dla Ciebie przydatne. 

Pozdrawiam!
Adka

11 komentarzy:

  1. Życzę powodzenia!
    Swoją drogą świetne zdjęcia :)
    Pozdrawiam A.

    OdpowiedzUsuń
  2. Życzę powodzenia w dalszym blogowaniu, oby tak dalej ;)
    Co do studenckich oszczędności, to również szukam ich na każdym kroku.
    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziekuję :), ale przynajmniej studencki budżet uczy kreatywności!

      Usuń
  3. Powodzenia w pisaniu, pierwszy post na 5+ :) filtr wygląda bardzo naturalnie, choć ja cenię sobie bielące właściwości mojego LRP. Zasypuję go pudrem i nie ma problemu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mimo że już trochę się filtruję, to do LRP jeszcze nie dotarłam. W końcu będę musiała spróbować!

      Usuń
  4. Ja też latem stosowałam Vichy, teraz niestety nie mam żadnego filtra, ale gdzieś w zapasach mam próbkę tego kremu, więc wypróbuję. Chociaż kolor mnie przeraża :P

    Powodzenia w blogowaniu, obserwuję, bo zapowiada się ciekawie!

    Aha i polecam wyłączyć weryfikację obrazkową w komentarzach, ta opcja jest ustawiona domyślnie, a większość osób jej nie lubi...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za radę! Już to zrobiłam. Całkowicie zapomniałam, że mnie to też denerwuje :D.

      Usuń
  5. Bałabym się tego przyciemnienia (nawet lekkiego) przy używaniu tego filtra w stosownej ilości. Białe też nie prezentują się najlepiej, ale jednak wolę mieć zbyt jasną twarz niż zbyt ciemną ;)
    Niestety błyszczenie to skutek uboczny stosowania większości filtrów. Da się je zmatowić, ale i tak jest denerwujące.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na szczęście u mnie "zbyt ciemne" wygląda po prostu jak "naturalny kolor" nieodcinający się od szyi.

      Usuń
  6. Witam, nie zawsze próbki dokładnie odzwierciedlają pełne opakowanie. Krem w rzeczywistości jest bardzo jasnym beżem, na mojej niemalże białej twarzy jest niewidoczny po nałożeniu. Gorzej mam ze znalezieniem podkładu i pudru, prawie wszystkie są za ciemne.
    Krem ani nie jest ani nie wygląda jak zwarzony (krem nie "waży" się, tylko najwyżej "warzy"), stosuję od kilku lat i zawsze jest gładki.
    Zawierał alkohol denaturowany, co mnie przerażało, choć nie podrażniał mnie. Widzę, że w opisie w składzie go nie ma, muszę sprawdzić moja aktualną tubkę.

    OdpowiedzUsuń