piątek, 24 stycznia 2014

Natura Siberica – nie taka zmiana straszna, jak ją malują

Zmiana składu kosmetyku nie musi być dramatem dla włosomaniaczki, czego dowodzi przykład szamponu Natura Siberica.

Blogi włosomaniaczek odkryłam około półtora roku temu. Tak jak inne dotyczące pielęgnacji, wciągnęły mnie bardzo szybko. Powoli uczyłam się rytmu: recenzja, denko, nowe kosmetyki, comiesięczna aktualizacja włosowa. Nie nudziło mnie to.
Raz na jakiś czas zdarzała się TRAGEDIA, która w zaskakującym tempie obejmowała tę część blogosfery. Nie był to ani bad hair day, ani nieudana wizyta u fryzjera.
Domyślacie się o co mi chodzi?
Jako początkująca czytelniczka wyczuwałam wagę problemu, który i tak nadal pozostawał dla mnie w sferze abstrakcji. Proste emocje, których źródło bywało niezrozumiałe. Cicha rozpacz, rezygnacja a nawet irytacja i pomstowanie na producentów kosmetycznych. Nigdy nie sądziłam, że taka sytuacja spotka i mnie.
Jeden lub dwa niuanse w INCI i produkt zaczyna istnieć tylko we wspomnieniach kobiecej blogosfery. Wiecie już co mam na myśli?
Zgadza się. Zmiana składu ulubionego kosmetyku.


W dzisiejszym poście chciałabym opowiedzieć wam jak opanowałam łupież przy pomocy szamponu Natura Siberica oraz czy zmiana składów ich produktów rzeczywiście pozwoliła doświadczyć mi namiastki tragedii włosomaniaczki.


wtorek, 7 stycznia 2014

DIY: uwalniamy moce masła shea

Mariaż masła shea z dziką różą, czyli jak sprawić, by skóra pod oczami przestała spędzać sen z powiek.

Od momentu gdy zaczęłam intensywniej interesować się pielęgnacją, przyznaję, że skóra pod oczami była i myślę, że dalej jest dla mnie nie do końca poznanym terenem. O ile po innych częściach twarzy wiem czego mogę się spodziewać, czego oczekiwać po danym kosmetyku, o tyle z delikatną skórką powyżej policzków mam naprawdę problem. Czy używać kwasów? Ciężkich czy lekkich olejków? A może aptecznych kremów na opuchliznę? Otoczona tymi głuchymi pytaniami i skupiona na innych pielęgnacyjnych problemach pozostawałam przy opcji – krem do twarzy to też krem pod oczy.
Prawdopodobnie nadal zostawiłabym te okolice niedopieszczone, gdyby nie inspirujący post Italiany. Masełko shea już od pół roku leży w mojej lodówce. Od razu po zakupie zaczęłam próby stosowania go pod oczy i na powieki, ale zniechęcona konsystencją, koniecznością biegania co wieczór do lodówki szybko zrezygnowałam. W końcu robiąc przegląd swoich półproduktów kosmetycznych doszłam do wniosku, że nie będę kupować nowych specyfików, dopóki nie wykorzystam tego co mam (a przynajmniej części). Każdy powód do rozwoju kreatywności jest dobry.
I tak jak już pewnie się domyślacie, chciałabym Wam opisać prosty przepis na masełko pod oczy na bazie masła shea.